W pracy ok. Bywają gorsze dni, takie że mi się wszystkiego odechciewa, bo za bardzo biorę do siebie niepowodzenia. Ale ogólnie w ogóle nie powinnam narzekać. Godziny póki co znośne (zamieszczam krótki opis szczegółowy, bo trudno mi policzyć, a wiele osób się pyta ile pracuję i czy jest bardzo ciężko - na razie nie jest, a czas i tak przecieka między palcami) ER było bardzo przyjemne, bo tam miałam tylko 14 dziesięciogodzinnych dyżurów w całym miesiącu lipcu. Taka specyfika miejsca. Praca nieregularna i w przeróżnych godzinach (na przykład od 16 do 2 rano).
Ponadto przez wszystkie trzy lata w każdy poniedziałek po południu mam przychodnię, więc do 14 dni pracy w lipcu doszły cztery. Wyszła prawie normalna ilość godzin (160/miesiąc, około 40 na tydzień. Miło). Teraz mam przychodnię codziennie, od poniedziałku do piątku od 8 do 17, jeden weekend miałam "jeopardy" (dyżur na zastępstwo, gdyby ktoś zachorował, ale nikt nie zachorował, więc miałam wolne), w drugi pracowałam na oddziale od 8 do 18 w sobotę i niedzielę. A od 15go sierpnia miałam tydzień wakacji (przymusowych, wybrać sobie nie można, taki układ i koniec). W tym tygodniu z powrotem do pracy, wolna sobota, a w niedzielę wieczorem zaczynam tydzień nocek. Wreszcie będę mogła zadzwonić do domu i pogadać, bo tak w ogóle nie ma kiedy....
The first month of work has passed (Emergency Room) and now the second is almost over too (Well Clinic). I have little time for everything. Sometimes I have no inspiration to write. But in general I am just running late - after coming back home I always have something to do, we have guests or we go places... It is super cool with the only exception - I don't have time for my blog.
Work is ok. I have better and worse days as always. Working hours are tolerable (I will describe it a little since some friends are asking me how much I work and if it is hard - so far it isn't but time is still not on my side...). ER was great, I only had 14 shifts in the whole month but irregular and weird hours (eg. from 4pm to 2am).
Apart from that, I have a continuity clinic every Monday, so that makes it 18 days of work all together in July. An almost normal amount of hours (160/month, about 40 per week. Nice.).
Now, in August I have the clinic everyday, from Monday to Friday 8am to 5pm. I had "jeopardy" one weekend (jeopardy means I am working in place of someone who calls in sick. Nobody called in sick so I was not working). I worked during the other weekend though, on the floors, from 8 to 6. And I had one week of holidays too (I could not choose any other dates for it though, which is a shame because I did not need holidays now at the beginning of the year).
This week I am back to work, Saturday off, and on Sunday I start the week of night shifts. At least finally I will be able to call home which with these hours and time difference was not possible so far...
A first hand report on Irene would be appreciated:)
OdpowiedzUsuń