No dobrze, a tak serio, to naprawdę nie jest źle. Gdybym miała porównać z rezydenturą w Polsce to wiele jest na korzyść tutejszej.
Zalety rezydentury poza granicami:
- intensywny kurs języka
- nowi znajomi z całego świata
- duże możliwości rozwoju
- łatwiej się żyje.
A konkretniej:
- Poziom nauki jest wysoki. Naprawdę duży nacisk kładą tu na to, żebyśmy się uczyli. Z zasady przychodzisz jako pierwszoroczny i nie wiesz nic i nikt się ciebie nie czepia, że nie wiesz. Po to tu jesteś żeby się uczyć (to słyszałam już kilka razy). W związku z tym mam ogromną powtórkę materiału na każdym kroku, bo co rusz ktoś w jakiś sposób też tę wiedzę sprawdza (testy mniejsze i większe), albo się wiedzą dzieli.
- Staże (rotacje) czyli oddziały, które mamy odwiedzić w czasie rezydentury są bardzo zróżnicowane, i nie ma takiej opcji, żeby na czymś nie być - wszystko jest obowiązkowe. Rotacje odbywają się w systemie miesięcznym, to znaczy co miesiąc jest się gdzieś indziej - i to jest super, bo nie można się znudzić, ciągle się uczy czegoś nowego i przede wszystkim pokrywa to materiał całej, w moim przypadku, pediatrii. Nie ma tak, że ktoś kogoś przetrzymuje na jakimś oddziale, bo nie ma tam komu pracować, przez co pozostałe rotacje są zaniedbywane. Wszędzie też ma się swoje obowiązki, więc nie ma, że się siedzi i zbija bąki, albo tylko patrzy jak ktoś pracuje - wszędzie pracuje się samemu, ale pod nadzorem.
- Nie ma głupich pytań. Starsi są pomocni i otwarci na edukowanie - można pytać o wszystko i wszystkiego się dowiedzieć, jeśli tylko czas pozwala.
- Ponieważ wszyscy się tak szybko zmieniają, atmosfera nie ma kiedy się popsuć. Siedzenie po dyżurkach i obgadywanie innych nie wchodzi w grę. Ponadto, na specjalizacjach takich jak pediatria, w Polsce obleganych przez kobiety, pracuje bardzo wielu mężczyzn. W związku z tym wpływ jajników na pH stosunków międzyludzkich jest zdecydowanie mniejszy. Zero babińców.
I choć bardzo mnie chwilami irytuje fakt, że cały rok nie pracowałam, że tyle zapomniałam, a w dodatku, że cofnęłam się do pozycji najmłodszego na oddziale, co jest niezmiernie frustrujące - to wiem też, że cały rok się uczyłam, więc tego czasu nie zmarnowałam, że to co zapomniałam bardzo szybko wróciło i teraz zaczyna procentować, a także doceniam fakt, że być najmłodszym znaczy mieć znowu najmniejszą odpowiedzialność i najmniejszy stres. I usprawiedliwienie na niewiedzę. A ponadto pozwala to uporządkować wiedzę w głowie, w której do tej pory była sieczka. Szczególnie w tak zorganizowanym systemie.
Więc jeśli się ktoś waha, a ma okazję wyjechać... to tylko chcę zaznaczyć, że to jest bardzo indywidualna decyzja. Można być bardzo nieszczęśliwym za granicą, ale można też być bardzo nieszczęśliwym w Polsce. Wszystko zależy od osobistego układu i nastawienia. Ale spróbować zawsze warto, chociażby po to, żeby się przekonać jak to jest. A jak się nie spróbuje - to nigdy nie wiadomo, czy się nie przegapiło dużej życiowej szansy.
PS. A poza tym, Sztokholm jest piękny!!!
Apparently, I need to write something positive because some have doubts while reading my moaning. There you go then: it is cool here. Fantastic. Fabulous.
All right, let's get serious. It really isn't bad to be here. If I were to compare this residency with the one in Poland, then I have to say there are many positives here.
Pros of doing your residency abroad:
- intensive language course
- new friends from around the world
- big opportunities
- it's easier to live.
To be more exact:
- The level of education is high. They really put emphasis on the fact that we are learning. You come as an intern and you know nothing - and that's accepted. You are here to learn (which I heard many times already). Because of that I constantly revise my knowledge, and they test it non stop as well, or they share it with you.
- Rotations, which are the departments which we are on during the residency, are various and there is no chance to miss anything - everything is obligatory. Rotations change monthly and that's great - you can't get bored and you learn something new all the time, and what is most important, the whole pediatrics is being covered. Nobody will keep you somewhere longer than necessary because they don't have a person to work. You have your duties everywhere you go and you will not just sit and watch how others work - you have to do the work yourself, though under supervision.
- There are no stupid questions. The seniors and attendings are helpful and open for educating - you can ask about anything and find out all you want as long as there's time for it.
- Because everybody changes places so often, the atmosphere doesn't ever get worse. Sitting in offices and gossiping just doesn't happen here. Moreover, there are men in specialties like pediatrics here, whereas in Poland it's mostly women. Due to this fact, the influence of ovaries on the personal interactions in way smaller. Healthier.
And although sometimes I get very irritated by the fact that I didn't work for a whole year, that I forgot so much and on top of that, that I am again the youger of the bunch... I still know that I was studying for that whole year, so it wasn't a wasted time, that whatever I forgot came back and that past experience is very valuable for me now. And also I like the fact of being the youngest - it means that I have the least responsibility and stress. And my lack of knowledge is excused. Plus, coming back to the beginning helps to arrange the information in my brain, which so far has been very messy. The organized system is very helpful.
So if anyone has doubts whether to go or not... all I want to say is that it is very individual. You can be very unhappy abroad, but you can be very unhappy back home either. It all depends on personal issues and the attitude. I believe it is always good to try - at least to see if it's worth it. And if you don't try, then you'll never know if you didn't miss a big chance in your life.
PS. And besides, Stockholm is beautiful!!!
Hahah, teraz to już przesadziłaś z tym pozytywizmem! Zasłużyłaś na niskokalorycznego żelka! W kolorze red.
OdpowiedzUsuńLee
What a wonderful post! :-)
OdpowiedzUsuńDank je vel Katja!
OdpowiedzUsuń