niedziela, 26 czerwca 2011

Islandia na dobry początek

   Już na lotnisku w Warszawie wiedziałam, że samolot będzie miał opóźnienie. Co najmniej godzinne, co oznaczało, że mogę nie zdążyć na kolejny samolot w Keflaviku, bo na przesiadkę była dokładnie godzina. Spanikowałam, jak zwykle zresztą, bo następnego dnia miałam być w pracy. W nowej pracy, pierwszy dzień. Super.
   Samolot spóźnił się o jeszcze jedną godzinę, ale nadal była szansa, bo to przecież jedna linia lotnicza - to chyba poczekają? 
   Nie poczekali. Następny lot do Newarku za 24 godziny...
   Zadzwoniłam do pracy, zostawiłam wiadomość na sekretarce, napisałam maila - i jakoś mi ulżyło. Bo to przecież w końcu Islandia! Kto się interesował wie, jak sporo trzeba mieć kasy, żeby wybrać się tam na wakacje. A tu taki gratis.
   Mówiąc szczerze, zupełnie przestałam się przejmować i zaczęłam cieszyć jak dziecko. Islandia, najdłuższy dzień w roku, słońce przez całą noc nie zajdzie, piękna pogoda (15 stopni - upał!) i jeszcze jeden dzień moich kończących się najdłuższych wakacji w życiu. Żyć nie umierać!
   Jestem farciarą. To był świetny prezent od losu tuż przed rozpoczęciem rezydentury.


   I knew that the flight was delayed already when I arived at the airport in Warsaw. An hour delay meant that I may not get to Keflavik on time to catch the connection, since there was only an hour in between the two. I panicked, as usually, because the next day was supposed to be my first day at work. New job, first day. Great.
   They added another hour to the delay but there still was a chance, since it was the same airline. They should wait!
   They didn't. The next flight to Newark in 24 hours...
   I called work, left a message on the machine, wrote an email - and felt relieved. After all it is Iceland! Everybody knows how expensive it is to go there for holidays. And I will have a day there for free!
   After a while I was completely relaxed and happy. Iceland, the longest day in the year, sun will be up all night, beautiful weather (15 degrees Celsius - heat wave!) and one extra day of the longest holiday in my life... Fantastic!
   I am a lucky girl. That was an amazing gift for the beginning of my residency!





 Port w Keflaviku, godzina 22.00. 
A little harbor in Keflavik at 10 p.m.




W tej części Islandii (okolice Rejkiawiku) nie ma w ogóle drzew, może poza kilkoma w ogródkach. Najwyższa roślinność to te niebieskie kwiatki, a poza tym tylko mech.
In this part of Iceland (around Reykjavik) there are no trees, maybe except a few in gardens. The highest plants are these blue flowers. Apart from that there's only moss.


Jakoś zdjęć kiepska, bo jedynym aparatem jaki miałam (przecież nie spodziewałam się zwiedzania!) była komórka. Tu dłuuuugie cienie późnym islandzkim wieczorem.
The quality of photos is poor because I only had a cell phone camera with me (did not expect sightseeing!) Here, loooong shadows at late night in Iceland.


Północ.
Midnight.



Zabrali nas do Blue Lagoon, basenów geotermalnych, napędzanych przez gejzery. Pięknie. A wokoło lawa, lawa, lawa, księżycowy krajobraz i nic więcej...
They took us to Blue Lagoon, thermal pools heated up by geysers. Beautiful. And only lava around and moon-like landscapes.









A następnego dnia był już faktycznie pierwszy dzień w pracy...
And the next day was finally the first one at work...

5 komentarzy:

  1. co za... wstretna farciara ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Kochana Farciara... I jeszcze ma czas na popisanie... Cudnie i brawo! Trzymaj tak dalej!
    ja trzymam...

    Kciuk

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana Farciaro,

    te niebieskie kwiatki, to łubiny.
    Mama Farciary też je ma w swoim ogródku.
    Ale gdzież im tam do tych islandzkich!

    Kciuk

    OdpowiedzUsuń
  4. Farciaro, ale nicka to pogratulować, zwłaszcza w anglosaskim świecie :D :D Co tam! Super, że piszesz w 2 wersjach językowych, to o wiele trudniejsze, taki dualizm :)
    L

    OdpowiedzUsuń
  5. Nick po polsku brzmi dobrze, reszta nie istotna! ;)

    OdpowiedzUsuń